czwartek, 4 sierpnia 2011

BUŁGARIA-STAMBUŁ 2011


Postanowiłem podzielić się kilkoma uwagami z naszego wyjazdu w tym roku do Bułgarii i Stambułu. Oczywiście moje opinie są subiektywne. Nie zamierzam nikogo obrażać ani denerwować. Nawet jeżeli nie zgadzacie się z moimi opiniami, to pozwólcie mi mieć własne zdanie

Wyjazd zaplanowaliśmy w ciągu tygodnia. Planowaliśmy wyjazd do Francji, ponieważ pogoda jednak w tym roku była niezbyt zachęcająca, zdecydowaliśmy się na wyjazd w kierunku ciepełka – do Bułgarii – Słoneczny Brzeg. Załoga to 4 osoby: 2 dorosłe i 2 dzieci(?) - moje dzieciaki to już 12 i 15 latka, wkrótce „pisanie o podróżach z dzieciakami” będzie chyba nieuprawnione. W każdym razie koszty z tym ponoszone już nie dotyczą dzieci ale osób dorosłych (noclegi, jedzenie ,bilety). Czas podroży to 11 dni. Środek transportu – samochód z silnikiem diesla.
Wyjazd z Gdańska-Oliwy na południe zawsze wiąże się niestety z przejechaniem przez całą Polskę. W tym roku jednak muszę zasadniczo zmienić swoja opinie o polskich drogach i polskich kierowcach. Po powrocie postanowiłem też wysłać kwiaty Grabarczykowi. Kochani! Mamy super drogi, a jeśli nie mamy to za chwilę będziemy mieć i żadne marudzenie (tak dla nas Polaków charakterystyczne) tego nie zmieni. Kto będzie narzekał na polskie drogi niech na 2, 3 dni pojedzie do Rumunii i Bułgarii. Oczywiście trzeba też pamiętać o winietach przy wjeździe do Rumunii (tygodniowa ok 20zł) i Bułgarii (tygodniowa 10 lewa czyli tez ok. 20zł – uwaga ich posiadanie jest sprawdzane przy wyjeździe z Bułgarii. W Rumunii ważność winiet sprawdza policja, której było mnóstwo na drogach). No tak, ale my mamy przecież podatek wliczony w paliwo ktoś powie – no to odpowiem, że mamy najtańsze paliwo z krajów dawnych demoludów, o Turcji nie wspominając, gdzie jest po prostu szaleńczo drogie paliwo. Kierowcy! To jest oddzielna historia. Nieprawdopodobne chamstwo kierowców bułgarskich i rumuńskich bije na głowę wyskoki polskich kierowców. Nasi piraci drogowi to przedszkolaki, przy tych z Rumunii i Bułgarii. Muszę uzasadnić na czym opieram moją ocenę. Brak respektowania ograniczeń prędkości, wyprzedzanie na podwójnej ciągłej i na trzeciego, a nawet czwartego, a nawet piątego – to przeżyłem. Nagminne wyprzedzanie aut stojących w korku (przejechanie 2 km w Karpatach w ciągu 4 godzin zmieniło moje spojrzenie na polskie drogi o 180 stopni). Trąbienie na wszystkich , zajeżdżanie drogi...a właściwie sami pojedźcie i zobaczcie. Jak wróciłem do Polski uznałem, że mieszkam w uporządkowanym , bezpiecznym kraju, gdzie nic mi nie grozi na drodze, bo oczywiście trafiłem na korek na drodze, ale nikt nie przekroczył linii ciągłej, nikt na nikogo nie zatrąbił, a auto wyjeżdżające z podporządkowanej bez problemu zostało wpuszczone do ruchu.
Rumunię przejechaliśmy ze średnią prędkością 60 km/h. Potworny ruch z dużą ilością tirów plus dodatki w postaci zachowań kierowców zniechęciły mnie w najbliższym czasie do wyjazdu w tamtym kierunku własnym autem. W Bułgarii ruch był nieco mniejszy (za wyjątkiem drogi w okolicy Nesebaru) za to jakość drogi była naprawdę kiepska – od dziurawego asfaltu po drogę z płyt podobna do berlinki z Chojnic do Starogardu Gd.
Trasa naszej podróży to Gdańsk-Oliwa - Tokaj(nocleg) – Sibin(nocleg) – Słoneczny Brzeg(SB 2 noclegi – wyjazd do Stambułu 2 noclegi – SB 2noclegi) – Wieliko Tarnowo(nocleg) – Kluj Napoca(nocleg) – Gdańsk.
  1. Pierwszy nocleg zaplanowaliśmy w Tokaju. Miejscowość wielkości Nowego Dworu Gdańskiego jest urocza. Ma poza tym wiele polskich akcentów. Zachęcam spędzić tu choć kilka godzin. Jest to dobre miejsce na nocleg, jeżeli nie chce się zmarnować dnia tylko na przejazd, ale che się tez coś zobaczyć. W Tokaju znajdziecie bez problemu nocleg (koszt 150-220zł/4osoby warunki zawsze b. dobre, klima, czysto). Polecam Huli Pensio nad cukraszdą na początku deptaka. Właściciel ma czyściutkie pokoiki do wynajęcia. W tym roku nie miał wolnych pokoi, ale podzwonił do jakichś znajomych i po 5 minutach mieliśmy nocleg. Na pewno warto przyjść do niego rano na kawę i ciacho do cukraszdy (cukierni-kawiarni). W ciekawy sposób porozumiewamy się z właścicielem cukraszdy. My mówimy do niego po polsku, rosyjsku,niemiecku,angielsku ale wstawiamy też słowa węgierskie, a on do nas po węgiersku. Zawsze się dogadujemy. Na śniadanie zachęcamy aby kupić langosze. Lokal IV kategorii obok cukraszdy daje chyba najlepsze langosze na Węgrzech. Obiad można zjeść w restauracji hotelu Tokaj (koszt ok 100-140 zł/4osoby z winem, piwem , można płacić karta, bankomaty są 3 w odległości ok 200-400m od cukraszdy) No i ostatnia rzecz do polecenia w Tokaju – wino. Kilkanaście winiarni zachęca do skorzystania z okazji, żeby napić się dobrego i taniego wina.
  2. Po śniadaniu złożonym z langoszy ruszamy przez Oradeę do Sibina. Przejście granicy bezobsługowe można powiedzieć – nikt na nas nawet nie spojrzał. Kupuje winietę (nic się nie nakleja na szybę- trzeba mieć wydruk w aucie). Nie zarezerwowaliśmy noclegu, bo początkowo chcieliśmy dojechać do Bukaresztu. Niestety jakość dróg i ilość samochodów spowodowały, że zanocowaliśmy w Sibinie (Sibiu). Piękne miasto, które zwiedziliśmy 4 lata wcześniej podczas naszego objazdu wokół Rumunii. Miasto było wtedy Europejska Stolicą Kultury. Niestety dojechaliśmy dość późno. Pospacerowaliśmy po rynku i poszliśmy na kolacje do restauracji, w której byliśmy 4 lata temu. Nadal była pełna. Niestety kelnerzy nie mówią nadal w językach innych niż rumuński. Nocujemy w hoteliku Lion. Nocleg to koszt 140 lei za pokój 3osobowy. Dla naszej 4. Jedyny wolny pokój. Na szczęście łoże 2 osobowe zmieściło 3 osoby. Właściciel o dziwo mówi łamanym polskim i francuskim. Razem z żona wypytują z ciekawością o Polskę, w której kiedyś był u swojego przyjaciela Tadeusza, z którym pracował w Rumunii w cukrowni jeszcze za Cauczesku. Następnego ranka ruszamy do Bułgarii przez most Giurgiu/Ruse (korek przed mostem na pół godziny, opłata za most to 5 euro w kierunku Bułgarii i 2 euro w drodze w kierunku Rumunii. Most jest w remoncie – trzeba liczyć się z czekaniem w jedna i w druga stronę)
  3. Z Ruse ruszamy przez Warnę do Słonecznego Brzegu. Po zjeździe z mostu kupujemy winietę za 5 euro na stacji benzynowej. Zaraz za stacją na rondzie policja sprawdza posiadanie winiety. Na stacji obsługa niemiła i udaje, że nie ma jak wydać reszty za winietę. Radze mieć odliczone 5 euro lub 20 lewa. Stacyjka jest niewielka, jest tłok i upalnie. Pierwsze wrażenie Bułgarii – kiepskie. Ruszamy w kierunku SB. Po drodze jedziemy zobaczyć jeźdźca z Madary. Jest to płaskorzeźba średniowieczna , która jest zabytkiem na skalę europejską. Nocleg zarezerwowaliśmy przez www.booking.com. Hotel Milenia naprzeciwko Resort Hellena działa super. Zarezerwowaliśmy apartament z kuchnią i tarasem za 150 zł/4os/noc. Warunki super. Czyściutko, klima. Hotel ma niewielki basen. Oprócz nas w hotelu grupa chłopaków z Holandii. Na początku wydawało nam się że będzie hałaśliwe. Potem okazało się bardzo sympatycznie i bezproblemowo. Duża zaleta hotelu – tanie piwo. Duże piwo to koszt chyba 3 zł. Docenicie to przy temp 30-36 stopni. Obok hotelu market Zora. Ceny niezbyt wysokie. Poza tym maja własny grill gdzie za grosze można kupić grillowane mięsko i ziemniaczki, jeśli chcecie zrobić obiad we własnym zakresie a niekoniecznie iść do restauracji (taki obiad we własnym zakresie to koszt ok 40-60 zł/4osoby- mięsko , ziemniaczki , warzywa. W restauracji taki sam obiad to koszt 100-140 zł/4osoby). Nie radze parkować w SB auta byle gdzie. Bardzo dobrze działa służba miejska, która odholowuje auta na parking strzeżony. Odebranie auta to koszt 60 lewa(ok. 120 zł). Koszt parkingu na godzinę to 2 lewa(ok4 zł).
    SB to wg mnie skrzyżowanie Sopotu latem, Zakopanego i taniego rynku z prowincjonalnego miasteczka. Ogólnie tandeta i właściwie ciepło jest jedynym atutem tego miejsca. Nie zwykłem krytykować, ale mogę mieć przecież własne odczucia.

  1. Po 2 dniach spędzonych w SB postanowiliśmy ruszyć do Stambułu. Początkowo planowałem wyjazd samodzielnie, ale moja starsza córka przekonał mnie, żeby jednak ten pierwszy raz ruszyć w jakiś sposób zorganizowany. Wykupiliśmy wyjazd z lokalnego biura podroży (sprzedał nam go człowiek, który odezwał się do mnie po moim zapytaniu na forum internetowym – przepłaciłem). Ludzie , którzy kupili wyjazd na miejscu zapłacili taniej. Nie rezerwowałem hotelu na czas wyjazdu do Stambułu. Już w SB zarezerwowałem przez booking.com hotel na czas po powrocie ze Stambułu. W tym czasie zostawiłem auto na parkingu strzeżonym, co ważne po dachem (36 lewa). Koszt wyjazdu do Stambułu to 79 euro/os. W tej cenie przejazd, 2 posiłki, nocleg, objazd autobusem tureckim po najważniejszych atrakcjach. Wyjazd do Stambułu o 22. Przyjazd o 6 rano dnia następnego. Stambuł to 20-milionowa metropolia z 1800 meczetami. Robi naprawdę niesamowite wrażenie. Po przejechaniu marnymi drogami w Bułgarii wjechaliśmy na świetną drogę, częściowo autostrada 3-pasmowa, w Turcji. Na granicy pierwsze zaskoczenie – musimy kupić wizę turecka – 15euro od osoby. (x4 w naszym przypadku podniosło koszt wycieczki). Ale to nie koniec zaskoczeń- w autobusie przewodnik zaczął wymieniać jakie wycieczki proponuje i ile kosztują. Powinienem mniej więcej dołożyć po 200 euro do osoby, żeby się zdecydować na to co proponował. Nie tego oczekiwałem. Myślę, że uczciwiej by było, gdyby dano nam info o dodatkowych kosztach, które musimy ponieść. Może organizatorzy myśleli, że będą mieli mniej chętnych. Nie wydaje mi się. Byłoby po prostu uczciwiej. Poznaliśmy ludzi w autobusie, którzy nie byli przygotowani na dodatkowe koszty.
    Nasz Stambuł wyglądał tak. Po przyjeździe zostawiliśmy bagaże w hotelu. Mycie, odświeżenie. O 8.00 zapakowaliśmy się do autobusu (Polacy,Irlandczycy,Holendrzy) Pojechaliśmy z przewodnikiem na Hipodrom, obejrzeć (zewnątrz) Hagia Sophia, Błękitny Meczet. Przejechaliśmy na punkt widokowy w części azjatyckiej Stambułu. Potem jeszcze sklep z ciuchami ze skóry (brrrr...po co nam to?) Wracamy do hotelu na obiad (rodzaj szwedzkiego stołu) picie do obiadu płatne (hmmm – 12 euro za napoje dla naszej 4ki to lekkie przegięcie- znowu nikt nas o tym nie poinformował. Bułgarska uczciwość? Chęć wprowadzenia w błąd, żeby więcej zarobić?) Po obiedzie jesteśmy już wolni. Ruszamy sami na miasto. Hotel na szczęście jest blisko centrum starego miasta. Jedziemy tramwajem, który działa trochę jak metro. Na przystanek wchodzi się przez bramkę jak w metrze. Wrzuca się w bramkę żeton kupiony w automacie obok wejścia na przystanek(1żeton – 1,75 liry tureckiej, nie ma zniżek). Bramka się otwiera. Tramwaj przyjeżdża co kilka minut. Jest czysty i klimatyzowany. Pierwszego dnia zwiedzamy Topcapi , Harem w Topcapi i Wielki Bazar. Wracamy wieczorem. 100 m od hotelu przechwytują nas naganiacze do restauracji. Dajemy się złapać, bo knajpa jest pełna Turków i innych zapychających się jedzeniem ludzi.
    Jedzenie jest pyszne. Obsługa szybka i sprawna. Ze smakiem jemy kolacje – koszt to ok 65 lir z napiwkiem. Po kolacji idziemy do hotelu. Prysznic i spanie po męczącym dniu.
    Następnego dnia rano rozpoczynamy śniadaniem – szwedzki stół, dość smaczne. Po śniadaniu ruszamy na zwiedzanie Agii Sofii, Cysterny (niewielki budyneczek – za to pod ziemia zbiornik wodny z 336 kolumnami sprowadzonymi z różnych części ówczesnego świata- coś nieprawdopodobnego), Grand Bazaru i Bazaru Egipskiego. Ok 15 idziemy na obiad. Tym razem idziemy do zwykłej knajpki na ulicy. Już poprzedniego dnia zwróciłem na nią uwagę. Grillowany przed knajpką baran i przepiórki, kebaby. Niestety wszystkie stoliki na ulicy są zajęte – je tam z 40 osób. Kelner prowadzi nas do wewnątrz – ale jest upiornie duszno i gorąco. Wychodzimy, ale z nas nie rezygnują- proszą żebyśmy poczekali. Po chwili obsługa wynosi dla nas stoły i krzesełka i dostawia na chodniku obok innych stołów – to się nazywa dbać o klientów. Po prostu nie mogliśmy zrezygnować z jedzenia u nich. Jedzenie było pyszne – baranina, wołowina, kebaby, humus, ziemniaczki pieczone. Do wszystkiego gorące cienkie chlebki. Wokół tłum przemieszczających się Turków. Myślę, że nie żałuję, że sam bez przewodnika zwiedzałem zabytki Stambułu. Do tego jedzenie w miejscach, gdzie jedzą Turcy, targowanie się w Wielkim Bazarze ze sprzedawcami i zapach przypraw i rachatłukum oraz daktyli na targu egipskim to dla mnie dotyk Stambułu. Wiem, że pojadę tam jeszcze ale już sam, bez wycieczki zorganizowanej. Do tego wśród Turków czułem się bezpiecznie i nie czułem jakoś nachalności ulicznych sprzedawców i czyścibutów.
    O 17 ruszyliśmy w drogę powrotną do Bułgarii. Mieliśmy informacje od sprzedającego wycieczkę, że będziemy o 11 w SB. Od przewodnika dowiedzieliśmy się, że będziemy o 1.30 w nocy. Znowu przydałoby się trochę rzetelności i uczciwości. Martwiłem się czy ktoś wyda mi auto z parkingu (miałem odebrać je o 11.20 – na szczęście był parkingowy, który wydał mi autko).Martwiłem się też , czy wpuści mnie tez ktoś do naszego hotelu – recepcja miała być czynna do 22 – na szczęście czekał na nas Irlandczyk, który zaniósł nam bagaże do naszego apartamentu. Powiedział tylko żebyśmy poszli spać, skoro jesteśmy zmęczeni, a formalności załatwimy następnego dnia.
  2. Sea Dreams Compleks okazał się sympatycznym hotelem, gdzie do naszej dyspozycji mieliśmy apartament wyposażony we wszystko co potrzebne. Do tego basen miał czyściutka ,błękitną wodę. Z przyjemnością wypoczęliśmy po wyjeździe do Stambułu. Pospacerowaliśmy jeszcze po SB. Spotkaliśmy się też na drinku z nowymi znajomymi poznanymi podczas wyjazdu do Stambułu. Dochodzę jednak do wniosku, że tłok w Stambule jest dużo mniej męczący od tego w SB. Na pewno warto zobaczyć w okolicy miasteczko Nesebar. Można tam obejrzeć tradycyjną zabudowę bułgarską. Miejscowość sprawia wrażenie bardzo sympatyczne.
    5) Po 2 dniach ruszamy do Wielikowo Tyrnowa. Jest to piękna miejscowość przylepiona do zbocza góry. Piękne uliczki, sklepiki z rękodziełem. Dużo spokojniej niż w SB. Nie ma tej nachalności co w SB. Można tez zobaczyć normalną Bułgarię, bez naganiaczy przed restauracjami. Jesteśmy też zaskoczeni, bo sprzedawcy w sklepach mówią płynnie po angielsku. Okazuje się że Wieliko Tyrnowo jest prężnym centrum akademickim. Nie sili się na złupienie turysty. Zaskoczył nas hotel zamówiony przez moją żonę na booking.com. Na szczęście nazywał się Hotel Real, bo był dość nierealny. Za 4 osoby zapłaciliśmy 200 zł ze śniadaniem. Hotel za te pieniądze dał nam luksusowy wypoczynek z ciężkimi rzeźbionymi meblami i łazienka ok 20m2 z prysznicem i 2osobowym jakuzi. Wszystko czyściutkie i nowe. Do tego naprzeciwko w restauracji zjedliśmy pyszny obiad (restauracja Sczastliwica). Zdecydowanie polecamy to miejsce. Chyba zrobiło na nas dużo większe wrażenie niż SB. Pod Wielikim Tyrnowem są też do zobaczenia monastyry, ze szczególnie godną polecenia cerkwią Narodzenia Chrystusa. Ma piękne malowidła wewnątrz – od zewnątrz wygląda dość skromnie. Na nasze nieszczęście gdy dojechaliśmy na oglądanie cerkwi, nie mieliśmy już lewów. I tu mała skarga na Bułgarów – w miejscowości żadnego bankomatu. Po przejściu przez kilka okolicznych hoteli i restauracji i przedstawieniu problemu– nikt nie chciał nam wymienić euro na lewy. Przy czym widzieliśmy niemalże satysfakcje na twarzach Bułgarów, że pozostajemy z problemem. W końcu ruszyliśmy do Wielikiego Tyrnowa do bankomatu. Po obejrzeniu monastyru ruszyliśmy w drogę powrotna do domu z tego niegościnnego miejsca.
  3. Moja żona przekonywała mnie, żeby do domu wracać inną drogą, aby jak najkrócej jechać przez Rumunię (przez Timisoarę). Ja jednak uparłem się, żeby wrócić tą samą drogą. Dostałem za swoje. W miejscowości Cucialata w Karpatach odstałem w korkach 4 godziny. Nie działały telefony, tak więc nie mogłem dodzwonić się do hotelu Panorama w Cluj Napoca, gdzie miałem zarezerwowany pokój na nocleg. Na szczęście dochodziły do nas rozmowy przychodzące. Poznany w korku Rumun odebrał telefon od swojego kolegi. Kiedy dowiedział się, jaki mamy problem z dodzwonieniem się do hotelu – jego kolega załatwił, że pani w recepcji czekała na nas nad ranem, aby nas zainstalować w pokoju. Do tego mieliśmy problem, żeby znaleźć hotel. Zapytany na stacji benzynowej rumuński taksówkarz, bez żadnej opłaty, pomimo, że chciałem za to zapłacić, popilotował nas do samego hotelu. Piszę o tym, bo mieliśmy podobny problem ze znalezieniem hotelu w Wielikim Tyrnowie. Taksówkarz udawał, że nie wie gdzie to jest, a inny zażądał od razu pieniędzy. Jeżeli chodzi o porównanie tych 2 nacji – Rumuni wygrywają na całej linii. Może to i drobiazgi, ale składają się na obraz całości
  4. Po pysznym śniadaniu w Panorama Hotel ruszyliśmy do domu. Tak się zakończyły nasze bułgarsko-tureckie wakacje

0 komentarze:

Prześlij komentarz