niedziela, 20 marca 2011

WOŁY PIŻMOWE

Z Trondheim ruszamy do parku Dovrefjel. Po drodze przekraczamy znowu koło podbiegunowe. Zacina deszcz. Obok na skałach śnieg.Ok. 7 stopni. Zimno. Robimy pamiatkowe zdjecie i ruszamy dalej. Nocujemy w hotelu w Dovrefjel. Mamy 3osobowy pokój do wykorzystania dla 4 osób. To był ostatni pokój. Wszystkie domki zajete. Pogoda straszna. Zakładamy szybko polary i kurtki z membraną. Norweg w recepcji nie robi zadnych problemów , że jest nas 4. Chyba jest to tutaj częsta praktyka. Pokój kosztowal ok. 240 zł. Do naszej dyspozycji była tez kuchnia a na parterze łazienka z prysznicem z goraca woda. Nastepnego dnia ruszylismy na foto safari na woły piżmowe przechrzczone przez nasze córki na wolki pizmołki. Przewodnikiem jest komandos, norweki zołniez , który brał udział w misjach w dawnej Jugosławii. Problem z wołami pizmowymi jest taki , ze sa dość niebezpieczne. Ważą ok. 600 kg io próbuja przeciwnika przestraszyc i sprowokować biegnąc na zderzenie. Problem jest taki, ze żyja w miejscu przypominającym nasze Bieszczady. Duzo trawy. W ogole drzew - nie ma gdzie się schować. Podeszlismy do wołów na jakies 200 m. Dalej było niebezpiecznie. Słowo wyjaśnień co do wołkow pizmolków. Żyły tu w ostatniej epoce lodowcowej ale wymarły. Sprowadzono je z Alaski i Islandii i na nowo zasiedlono Norwegie. Nasz przewodnik jest ciekawą persona. W drodze powrotnej opowiada nam o przyrodzie i jak przetrwac na łonie natury. Które rosliny można jeść w terenie, jakiej wody sie napić, z którego źródełka.




0 komentarze:

Prześlij komentarz