Następnego dnia jedziemy do Sewilli. To jest chyba to miasto, w którym mógłbym mieszkać. Cudowna, luzacka atmosfera. Po zwiedzeniu katedry - podobno największej w Europie i pałacu kalifa, jedziemy na nocleg. Jest to pensjonat z kuchnia i basenem. Trochę nas zaskoczył bo z zewnątrz wyglądał jak budynek -blok. A wewnątrz wokół basenu były usytuowane pokoje. Zrobiła na nas wrażenie niesamowicie miła i życzliwa obsługa. Po obiedzie - pysznym spaghetti, które przyrządziłem ruszamy na podbój basenu. Miło jest zanurzyć się w chłodnej wodzie przy 40 stopniach powietrza. Dziewczyny sa wniebowzięte.
Wieczorem ruszamy na zwiedzanie Sewilli. Temperatura nie spada. Dużo radości jest w tym mieście. Snujemy się po zatłoczonych, ciemnych uliczkach. Poszukujemy bar przy ul Levies, w którym mozna zobaczyć flamenco - ale nie to dla turystów, tylko dla mieszkańców Sewilli. Flamenco zauroczyło nas. Można być starym człowiekiem ale mieć to coś w sercu, co powoduje, że jest się młodym. Szukamy jeszcze poleconej nam knajpki,gdzie mozna się napić wina pomarańczowego i wracamy na nocleg. Zanim to nastąpiło szukaliśmy parkingu z naszym autem. Usłyszelismy gwar... i nagle wyłonił się plac z kilkuset ludźmi pijacymi wino i zajadajacymi tapas. Tu życie toczy sie nocą.
0 komentarze:
Prześlij komentarz