niedziela, 20 marca 2011

LILLEHAMMER

Nastepnego dnia ruszamy do Lillehammer. Zwiedzamy obiekty olimpijskie i skocznie narciarskie. Odwiedzamy tez miejsce, gdzie pracowałem 17 lat temu. Nic sie nie zmieniło. Niestety nie zastalismy gospodarza, ale jego syna. Pamietał mnie sprzed lat. Zostawiamy w prezencie butelke ulubionej polskiej wódki Norwegów i ruszamy w stronę Oslo. Tu pojawił sie problem. Miedzy Oslo a Mjosa nie ma zbyt wielu campingow. Na 1 nie ma domków, a było zimno i nie chcielismy nocowac w namiocie. Jedziemy do nastepnego, ale jest po 22 i jest już recepcja zamknieta. Nie wiemy co robic . Próbuję dzwonić na numer kontaktowy z recepcji, ale włancza sie tylko skrzynka. Nagle podjeżdza samochód i drzwi recepcji otwierają się. Pędzimy za recepcjonistą - młodym sympatycznym chłopakiem, który przeprasza , ze największy domek jest juz zajęty. Z radościa pakujemy się do naszego domku za ok. 220 zł złozonego z 2 sypailni , kuchni z całym osprzetem i telewizorem. Super warunki i zasłużony odpoczynek.



0 komentarze:

Prześlij komentarz