środa, 26 grudnia 2007

KROK W PRZEPAŚĆ cz.1

Gdy wymysliłem Rumunie, wszyscy zakrzyknęli - Co ty znowu wymysliles? A Aneta pełna obaw zapytała - Czy ty zawsze musisz wymyśleć coś, co jest niebezpieczne? Jak to niebezpieczne? Na szczęście znalazlem sojuszników w naszych znajomych Krystianie i Agacie. Krystian ma korzenie rumuńskie - z łatwościa więc przekonał nas, że Rumunia to cywilizowany i bezpieczny kraj. Co więcej dał nam przed wyjazdem coś więcej - telefon do swojej rodziny, która w przypadku jakichs problemów mogłaby nam pomóc. Sojuszniczki znalazłem tez w naszych córkach - nie maja blokady dorosłych - Rumunia to dla nich kraj świetny do zobaczenia jak każdy inny. A może ciekawszy - bo nie słychać o zbyt wielu Polakach tam docierajacych. No może nad morze - ale my nad morze nie jechalismy. Postanowilismy ruszyć etapami, zeby nie wymęczyła nas podróż. Z Gdańska wiadomo mamy najdalej. Pierwszy nocleg na Slowacji - Liptovski Mikulasz. Zatrzęsienie Polaków i niezbyt chętni Słowacy przyjąc kogoś na 1 noc. W końcu udało sie - nocleg "podjechał" do nas na rowerze i zaproponował ubytowanie. Następnego dnia jemy śniadanie w pobliskim markecie. Pyszna kawa i swieże rogaliki napełniają nas siłami przed podróżą.
Drugi nocleg w Tokaju. Dojeżdżamy bardzo szybko autostrada przez Koszyce. Na Węgrzech czujemy się jak w domu. Dwa lata temu byliśmy tu pierwszy raz. Wtedy wydawało nam sie drogo. Teraz jest niesamowicie pusto i tanio (aqlbo to Polska podrożała). Mam wrażenie, że Węgrzy zrobili sobie kuku ostatnimi rozruchami. Myślę, żę wielu turystów przez to po prostu nie przyjechało. Przechadzamy sie pustymi uliczkami Tokaju. Znajduję bez problemu nocleg dla naszej 4-ki. Właściwie pierwszy budynek, do którego wszedłem - cukraszda - ma pokoje do wynajecia. Pokoje to 2 pokoje z tv , łazienka i przyjemnym cieniem. Idziemy na obiad do naszej ulubionej knajpki nad Cisa. Aneta jak zwykle wynajduje coś przedziwnego - indyk z bananem w sosie malinowym z ziemniakami. Doskonały. Mają swietnego kucharza. Zawsze jakis przepis od nich przywozimy do Polski i stosujemy z powodzeniem. Snujemy sie po pustych , rozgrzanych uliczkach. Docieramy do piwnic-winiarnii z pysznym 5-ioputonowym tokajem. Jeszcze tylko lody i zalegamy w łóżkach.To był gorący dzień.
Następnego dnia rano jemy langosze , na które nasze córki czekały z niecierpliwością. Ruszamy do Rumunii. Do Satu Mare.




wtorek, 25 grudnia 2007

BĘDĘ

Pociągaja mnie te miejsca, do których nie zabierają tour operatorzy. Aneta twierdzi, ze chciałaby kiedys pojechać w miejsce gdzie sa palmy , luksusowy hotel, all inclusiv. Ale dodaje - to musi być wyspa. Bo jak będzie to ląd większy - to zechce pewnie uciec od tego luksusu po 2 dniach. Rzeczywiście - wyraźnie męczymy sie na plazy - wytrzymujemy 2 h najwyżej.
Jak do tej pory byliśmy wspólnie 2-krotnie na Wegrzech, w Chorwacji, we Włoszech - zwiedzanie Wenecji, na Krecie (pierwszy lot naszych córek samolotem), zwiedzaliśmy Santorinii; w Kopenhadze w Danii, w tym roku zwiedzaliśmy Rumunie - niesamowite, pozytywne przezycie - chciałem zobaczyć ten kraj jeszcze zanim zmieni się dzięki Unii.
W tym roku wybieramy sie w długi majowy weekend do Toskanii, a w lipcu lecimy do Irlandii - wynajmujemy auto i objeżdżamy wyspe.
Nasze wyprawy - staramy sie aby były niskobudżetowe - nie nocujemy w luksusowych hotelach - traktujemy noclegi jako konieczność. Staramy sie aby były czyste ale bez ekstrawagancji - mamy polskie dochody. Już nie moge sie doczekac Toskanii...

BYŁEM

Zawsze przed wyprawą dostawalem gorączki. Nie dosłownie. Gorączki wewnetrznej. Wszystko drgalo wewnatrz mnie i jak ładunki elektryczne nastawialo mnie w kierunku podrózy. Nie mogłem myśleć o niczym innym i choćbym nie wiem jak nie był zmeczony - nie mogłem spac.
Minelo wiele lat. Choć nie chcę dopuścić tej mysli - wkrótce będę czterdziestolatkiem - czy to starość? Przypominam sobie ludzi na szlakach, którzy zachowywali się jak mlodsi niz byli. Którzy ubierali się jak młodsi niz byli - czy ja będę podobny do nich.? Plecak, wytarte buty , kurz na ubraniu? Hmmm....
Zmarnowałem tyle czasu - była praca, praca , praca....Ok. Była wazna, ale czy az tak? Na szczęście doroslem. Żyję od wakacji do wakacji. W drodze powrotnej planuje nowe miejsca, w których chciałbym być. Teraz już wiem - trzeba zaplanować wyprawe. Zdecydować - jadę ! i wyruszyć!

JESTEM

Każdy ma swój zaginiony świat.
Gdy przed laty z plecakiem poznawałem nowe miejsca nie spodziewałem sie, że po latach wraz z moja żoną - Anetą i córkami - 13 letnią Martą i 8 letnią Agatką - wspólnie będziemy odkrywali nowe miejsca. Chciałem aby moje dziewczyny pamiętały swoich "starych" ze wspólnych wakacji.
Po kilku podróżach widze , że Marta i Agatka są głodne świata i wyczekują z niecierpliwością naszych wypraw. Ruszamy więc....