Gdy wymysliłem Rumunie, wszyscy zakrzyknęli - Co ty znowu wymysliles? A Aneta pełna obaw zapytała - Czy ty zawsze musisz wymyśleć coś, co jest niebezpieczne? Jak to niebezpieczne? Na szczęście znalazlem sojuszników w naszych znajomych Krystianie i Agacie. Krystian ma korzenie rumuńskie - z łatwościa więc przekonał nas, że Rumunia to cywilizowany i bezpieczny kraj. Co więcej dał nam przed wyjazdem coś więcej - telefon do swojej rodziny, która w przypadku jakichs problemów mogłaby nam pomóc. Sojuszniczki znalazłem tez w naszych córkach - nie maja blokady dorosłych - Rumunia to dla nich kraj świetny do zobaczenia jak każdy inny. A może ciekawszy - bo nie słychać o zbyt wielu Polakach tam docierajacych. No może nad morze - ale my nad morze nie jechalismy. Postanowilismy ruszyć etapami, zeby nie wymęczyła nas podróż. Z Gdańska wiadomo mamy najdalej. Pierwszy nocleg na Slowacji - Liptovski Mikulasz. Zatrzęsienie Polaków i niezbyt chętni Słowacy przyjąc kogoś na 1 noc. W końcu udało sie - nocleg "podjechał" do nas na rowerze i zaproponował ubytowanie. Następnego dnia jemy śniadanie w pobliskim markecie. Pyszna kawa i swieże rogaliki napełniają nas siłami przed podróżą.
Drugi nocleg w Tokaju. Dojeżdżamy bardzo szybko autostrada przez Koszyce. Na Węgrzech czujemy się jak w domu. Dwa lata temu byliśmy tu pierwszy raz. Wtedy wydawało nam sie drogo. Teraz jest niesamowicie pusto i tanio (aqlbo to Polska podrożała). Mam wrażenie, że Węgrzy zrobili sobie kuku ostatnimi rozruchami. Myślę, żę wielu turystów przez to po prostu nie przyjechało. Przechadzamy sie pustymi uliczkami Tokaju. Znajduję bez problemu nocleg dla naszej 4-ki. Właściwie pierwszy budynek, do którego wszedłem - cukraszda - ma pokoje do wynajecia. Pokoje to 2 pokoje z tv , łazienka i przyjemnym cieniem. Idziemy na obiad do naszej ulubionej knajpki nad Cisa. Aneta jak zwykle wynajduje coś przedziwnego - indyk z bananem w sosie malinowym z ziemniakami. Doskonały. Mają swietnego kucharza. Zawsze jakis przepis od nich przywozimy do Polski i stosujemy z powodzeniem. Snujemy sie po pustych , rozgrzanych uliczkach. Docieramy do piwnic-winiarnii z pysznym 5-ioputonowym tokajem. Jeszcze tylko lody i zalegamy w łóżkach.To był gorący dzień.
Następnego dnia rano jemy langosze , na które nasze córki czekały z niecierpliwością. Ruszamy do Rumunii. Do Satu Mare.
Drugi nocleg w Tokaju. Dojeżdżamy bardzo szybko autostrada przez Koszyce. Na Węgrzech czujemy się jak w domu. Dwa lata temu byliśmy tu pierwszy raz. Wtedy wydawało nam sie drogo. Teraz jest niesamowicie pusto i tanio (aqlbo to Polska podrożała). Mam wrażenie, że Węgrzy zrobili sobie kuku ostatnimi rozruchami. Myślę, żę wielu turystów przez to po prostu nie przyjechało. Przechadzamy sie pustymi uliczkami Tokaju. Znajduję bez problemu nocleg dla naszej 4-ki. Właściwie pierwszy budynek, do którego wszedłem - cukraszda - ma pokoje do wynajecia. Pokoje to 2 pokoje z tv , łazienka i przyjemnym cieniem. Idziemy na obiad do naszej ulubionej knajpki nad Cisa. Aneta jak zwykle wynajduje coś przedziwnego - indyk z bananem w sosie malinowym z ziemniakami. Doskonały. Mają swietnego kucharza. Zawsze jakis przepis od nich przywozimy do Polski i stosujemy z powodzeniem. Snujemy sie po pustych , rozgrzanych uliczkach. Docieramy do piwnic-winiarnii z pysznym 5-ioputonowym tokajem. Jeszcze tylko lody i zalegamy w łóżkach.To był gorący dzień.
Następnego dnia rano jemy langosze , na które nasze córki czekały z niecierpliwością. Ruszamy do Rumunii. Do Satu Mare.


